Opinions

Court of Arbitration at the Confederation of Lewiatan - modern institution serving entrepreneurs and quick resolution of commercial disputes
Maciej Zachariasiewicz
Terminowy zapis na sąd polubowny – tylko co to znaczy? Uwagi na tle wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 18 czerwca 2015 r.
18 czerwca 2015 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał interesujące rozstrzygnięcie dotyczące skuteczności zapisu na sąd polubowny. Lektura tego wyroku w pierwszej chwili wprawia w konsternację. Sąd Apelacyjny przyjął bowiem, że w sytuacji, w której w klauzuli arbitrażowej zastrzeżono, że „sąd polubowny obowiązany jest rozstrzygnąć sprawę najpóźniej w ciągu 2 tygodni od wniesienia pozwu” należy przyjąć, że traci on moc z upływem tego terminu. Dopiero przy bliższym zapoznaniu się z nieźle napisanym uzasadnieniem okazuje się, że zakres jego rażenia ograniczony jest do szczególnych okoliczności danego stanu faktycznego, w tym bardzo szczególnej klauzuli arbitrażowej i sposobu jej rozumienia przez strony. Uspokaja zwłaszcza wyraźne samoograniczenie sądu, co do zakresu przyjętej tezy, poprzez podkreślenie, że zastrzeżenie terminu na wydanie wyroku wywołuje skutek w postaci wygaśnięcia zapisu „w rozpoznawanej sprawie”. Do uzasadnienia wyroku wydanego przez Sąd Apelacyjny można mieć jednak kilka uwag krytycznych, o czym poniżej.

Spór między stronami powstał na kanwie umowy dzierżawy nieruchomości stanowiącej własność Skarbu Państwa, którą zawarł dzierżawca z Agencją Nieruchomości Rolnych („ANR”). W umowie zamieszczono klauzulę arbitrażową, zgodnie z którą spory z niej wynikłe rozstrzygać miał sąd polubowny. Jednoczenie jednak strony zastrzegły dwutygodniowy termin, w którym sąd polubowny obowiązany był wydać wyrok w sporze (termin liczony od wniesienia pozwu). Gdy dzierżawca wniósł pozew do sądu arbitrażowego, ANR zarzuciła brak jego właściwości z uwagi na wygaśniecie umowy o arbitraż po upłynięciu 2 tygodni od chwili wniesienia pozwu. Jak można się było spodziewać, sąd arbitrażowy nie zdążył bowiem wydać rozstrzygnięcia w sprawie w ciągu zakreślonych dwóch tygodni. Pomimo zarzutu ANR, sąd arbitrażowy procedował jednak dalej. Gdy około 2 lata później wydał wyrok korzystny dla dzierżawcy, ANR wniosło skargę o jego uchylenie przed sądy powszechne. Choć Sąd Okręgowy skargę oddalił, Sąd Apelacyjny uwzględnił ją uchylając wyrok sądu polubownego z powodu braku podstawy dla jego właściwości, która ustała wraz z wygaśnięciem zapisu po upłynięciu dwutygodniowego terminu na wydanie wyroku przez arbitrów.

Sąd Apelacyjny wypowiada kilka niekontrowersyjnych stwierdzeń. Po pierwsze, przyjmuje on, że „zapis na sąd polubowny będący umową o oddanie sporu pod rozstrzygnięcie sądu polubownego może być terminowy, tzn., że będzie obowiązywać tylko do pewnego czasu, z upływem którego traci swą moc.” Podkreśla on również, że o terminowym charakterze zapisu rozstrzyga wola stron. Sama w sobie, teza ta nie budzi wątpliwości.

Po drugie, należy podzielić pogląd wypowiedziany przez Sąd Apelacyjny, zgodnie z którym przewidziane w art. 1168 k.p.c. wyliczenie zdarzeń powodujących utratę mocy zapisu na sąd polubowny jest jedynie przykładowe. Strony mogą zaś wskazać na inne sytuacje, które skutkować będą wygaśnięciem zapisu.

Po trzecie, zgodnie z powszechnie przyjętym poglądem, Sąd Apelacyjny poddaje wykładnię zapisu przepisowi art. 65 k.c. i kontraktowym metodom wykładni oświadczeń woli. Stosuje zatem kombinowaną teorię wykładni, zgodnie z którą w pierwszej kolejności poszukiwać należy rozumienia oświadczenia woli, które wspólne było pomiędzy stronami (subiektywny standard wykładni). W braku wspólnego rozumienia danego oświadczenia woli, w drugiej kolejności, poszukiwać należy natomiast znaczenia jakie nadawał oświadczeniu typowy adresat, który znalazłby się w określonych, zindywidualizowanych okolicznościach (tj. jak adresat oświadczenia powinien był je rozumieć gdyby działał starannie; tzw. standard obiektywny). W odniesieniu do drugiego z etapów wykładni kombinowanej Sądowi Apelacyjnemu wymknęło się wprawdzie, że może chodzić tu także o to jak „adresat rozumiał sens oświadczenia woli” – co nie jest prawdą, bo w ramach dominującej teorii kombinowanej nie chodzi o konkretnego adresata, lecz jedynie typowego, starannego - ale niedociągnięcie to nie miało wpływu na dalszą analizę. Sąd Apelacyjny skupił się bowiem na ustaleniu wspólnego rozumienia klauzuli arbitrażowej przez strony i doszedł do przekonania, że w istocie strony rozumiały kluczowy aspekt klauzuli – tzn. skutek niedochowania dwutygodniowego terminu na wydanie wyroku – w ten sam sposób, jako prowadzący do wygaśnięcia zapisu. Nie było zatem potrzeby sięgania do obiektywnej metody wykładni.

Wątpliwości budzi jednak ustalenie owego wspólnego rozumienia klauzuli. Sąd Apelacyjny doszukuje się go w stanowiskach zajętych przez strony w postępowaniu przed sądem polubownym. Gdy bowiem ANR zarzuciło brak właściwości sądu polubownego na skutek wygaśnięcia zapisu po upływie dwutygodniowego terminu, powód argumentował, że termin ten liczyć należy nie od wniesienia pozwu lecz od chwili ukonstytuowania się sądu polubownego. Na etapie postepowania arbitrażowego nie podnosił jednak, że termin na wydanie wyroku miałby mieć jedynie charakter instrukcyjny. Sąd Apelacyjny uznał zatem, że strony były zgodne w przedmiocie skutku upłynięcia dwutygodniowego terminu na wydanie wyroku, tj. rozumiały zapis w ten sposób, że po jego upłynięciu zapis wygasa. Taki wniosek wydaje się jednak nieco pochopny. Stanowiska procesowe stron, z reguły formułowane przez pełnomocników procesowych, nie są ani rozstrzygającym, ani wystarczającym dowodem znaczenia jakie nadawały swemu oświadczeniu woli strony w chwili jego formułowania. Odróżnić należy wszakże stanowisko pełnomocnika procesowego strony i rozumienie nadawane danej klauzuli przez stronę. Ponadto, w ramach kombinowanej wykładni umów poszukujemy wspólnego rozumienia oświadczenia z chwili jego wyrażenia, a nie takiego, które mogło zaistnieć później – już na etapie sporu pomiędzy stronami.

Razi nieco stwierdzenie Sądu Apelacyjnego, zgodnie z którym wtórne znaczenie ma, że dwutygodniowy termin jest krótki i nierealny. Prymat ma bowiem wola stron wyrażona w klauzuli. Sąd Apelacyjny ma oczywiście rację, że wola stron ma zawsze pierwszeństwo w wykładni klauzuli arbitrażowej – także przed obiektywną wykładnią z punktu widzenia rozsądnego adresata. Pomimo to, odrzucenie argumentu podniesionego przez Sąd Okręgowy – że nierozsądnym jest sądzić, że strony mogłyby chcieć wyznaczyć tak nierealny (dwutygodniowy) termin obowiązywania mocy zapisu na sąd polubowny – wydaje się niewystarczająco uzasadnione. Czy można podejrzewać, że działające rozsądnie strony wykreowałyby tak nierealny termin na rozpatrzenie sprawy w arbitrażu i że chciały aby poddanie sporów pod arbitraż traciło moc po upływie tak nierealnego terminu? Chyba, że stronom miałoby chodzić o jakiś rodzaj przedprocesowego, tymczasowego lub niewiążącego rozstrzygnięcia sporu w typie „emergency arbitrator” czy „dispute board”, w odniesieniu do których zakreślenie krótkiego terminu mogłoby mieć sens. Sąd Apelacyjny nie czyni jednak w tym względzie żadnych sugestii. Odrzucenie zdroworozsądkowego punktu widzenia przyjętego przez Sąd Okręgowy wydaje się wątpliwe gdy zważyć, że zdaniem Sądu Apelacyjnego przeważyć ma wola stron ustalona na podstawie stanowisk pełnomocników wyrażonych w postepowaniu arbitrażowym.

Sąd Apelacyjny dotyka także odwiecznego dylematu interpretacyjnego: czy rozstrzygające znaczenie przy interpretacji postanowienia umownego (tu: klauzuli arbitrażowej) ma zamiar i cel jaki przyświecał stronom zawierającym umowę czy raczej treść klauzuli zwerbalizowanej na piśmie. Formalnie dylemat ten przesądza art. 65 §2 k.c. na rzecz zamiaru i celu. Na prymat zamiaru i celu umowy wskazuje także Sąd Apelacyjny. Z drugiej jednak strony, natychmiast czyni on zastrzeżenie, że wykładnia nie może prowadzić do stwierdzeń w sposób oczywisty sprzecznych z zapisaną treścią umowy, przechodząc gładko do ścisłej analizy znaczenia słów użytych w klauzuli arbitrażowej. Choć omawiany dylemat z pewnością pozostanie z nami na zawsze i to mimo brzmienia art. 65§2 k.c., analiza językowa klauzuli dokonana przez warszawski Sąd Apelacyjny nie przekonuje. Sąd Apelacyjny kładzie mianowicie duży nacisk na fakt, że strony posłużyły się w klauzuli stwierdzeniem, zgodnie z którym sąd polubowny „obowiązany” jest wydać wyrok w przeciągu 2 tygodni, a nie jedynie, że „powinien” to uczynić. W mojej ocenie, jakkolwiek „obowiązany” brzmi mocniej niż „powinien”, to nie wydaje się aby można było z tego faktu wnosić na temat woli stron w przedmiocie skutków upływu 2 tygodniowego terminu. Nie wydaje się też prawdopodobne aby strony umowy – nie będące prawnikami ani językoznawcami – były w toku zawierania umowy świadome subtelnych różnić pomiędzy znaczeniem słowa „obowiązany” i „powinien”.

Warto zauważyć, że wyrok Sądu Apelacyjnego reprezentuje mocno kontraktowe postrzeganie arbitrażu. Sąd arbitrażowy kompetentny jest tylko o tyle, o ile strony umocowały go do tego w zapisie na sąd polubowny. Oznacza to także możliwość czasowego zakreślenia kompetencji arbitrów. Trudno się nie zgodzić, że podstawą kompetencji arbitrów jest umowa stron. Nietrafione wydaje się jednak powtarzane za K. Piaseckim stanowisko, według którego „w razie wątpliwości, co do zakresu zapisu na sąd polubowny powinna przeważać wykładnia restryktywna”. Ten przestarzały i nieprzychylny arbitrażowi pogląd należy uznać za nieaktualny w świetle wysiłków podejmowanych przez polskiego ustawodawcę i rząd w celu promowania alternatywnych metod rozstrzygania sporów, w tym w szczególności wyrażające się w przyjęciu w 2005 r. nowoczesnego prawa arbitrażowego opartego na UNCITRAL-owskim Prawie Modelowym.

Zastrzeżenia budzi nieco zbyt łatwe - w moim przekonaniu - przyjęcie wniosku, że przekroczenie terminu zakreślonego do wydania wyroku powoduje wygaśnięcie zapisu. Wniosek taki można jednak ewentualnie zaakceptować na tle stanu faktycznego sprawy. Nie należy jednak – co podkreśla sam Sąd Apelacyjny - rozszerzać go na inne przypadki, w których strony określiły w klauzuli termin na wydanie wyroku. Należy sądzić, że w typowym przypadku tego typu termin ma jedynie charakter instrukcyjny, mobilizujący dla sądu i stron. W przypadku arbitrażu instytucjonalnego jego przekroczenie może ewentualnie prowadzić do podjęcia środków nadzorczych czy motywujących arbitrów do szybszego działania. Tego typu regulacja znalazła się w Regulaminie Sądu Arbitrażowego Lewiatan. Zgodnie z § 39 ust. 1, „wyrok jest wydawany w terminie 6 miesięcy od chwili ukonstytuowania się Zespołu Orzekającego”, choć może być przedłużony przez Prezesa Sądu jeśli jest to uzasadnione okolicznościami sprawy. Natomiast sankcja za niedochowanie tego terminu przewidziana jest w §39 ust. 2 Regulaminu, zgodnie z którym: „Jeżeli termin na wydanie wyroku nie został dotrzymany z przyczyn, za które odpowiedzialność ponosi Zespół Orzekający lub niektórzy arbitrzy wchodzący w skład Zespołu Orzekającego, okoliczność ta może mieć wpływ na wysokość wynagrodzenia arbitrów.” Nie można by było zatem twierdzić, że po upływie 6-miesięcznego terminu na wydanie wyroku, zapis na sąd arbitrażowy Lewiatan traci moc. Skutki przekroczenia tego terminu są wszakże wyraźnie określone w §39 ust. 2 Regulaminu.
2016-11-08 11:39
0
Maciej Zachariasiewicz
Czy arbiter powinien ponosić odpowiedzialność za wykonywanie swojej funkcji – spotkanie Klubu Arbitra w Sądzie Arbitrażowym Lewiatan
24 listopada 2015 r. odbyła się w siedzibie Sądu Arbitrażowego Lewiatan niezwykle ciekawa dyskusja dotycząca kwestii odpowiedzialności arbitra. W role panelistów wcielili się mec. Marcin Asłanowicz i mec. Marcin Ciemiński, a moderatorem była mec. Małgorzata Surdek. Niezwykle ciekawie przedstawione i podparte licznymi argumentami stanowiska panelistów wywołały burzliwą reakcję pozostałych uczestników, w której głos zabierali w szczególności prof. Andrzej Wiśniewski, mec. Krzysztof Stefanowicz, mec. Tomasz Kapliński i mec. Rafał Kos. Dobitnie pokazuje to jak kontrowersyjna i ważna jest kwestia odpowiedzialności arbitrów za wykonywanie ich funkcji. W tym miejscu chciałbym zrelacjonować część argumentów, które padły w trakcie dyskusji i podzielić się kilkoma uwagami na ten temat. Niniejszy wpis nie aspiruje jednak do pełnego zapisu ze spotkania i nie odzwierciedla w pełni bogactwa przedstawianych na nim argumentów, za co czytelnik proszony jest o wybaczenie.

Kwestia odpowiedzialności arbitra wymaga - co podkreślali zgodnie wszyscy dyskutanci - w pierwszej kolejności ustalenia o jaką odpowiedzialność i za jakie działania czy rezultaty pracy arbitrów chodzi. Najogólniej możemy bowiem mówić, z jednej strony, o odpowiedzialności arbitrów za wyrok, będący produktem ich pracy, a z drugiej, za prowadzenie postępowania, tj. działania (lub zaniechania) arbitrów z tym postępowaniem związane. O ile w tym pierwszym przypadku chodzi o ocenę jakości rozstrzygnięcia wydanego przez arbitrów, to w tym drugim ewentualna odpowiedzialność łączyć się będzie z oceną zachowania się arbitra w toku postępowania arbitrażowego, względnie po jego zakończeniu (czy aktywnie i bez nieuzasadnionej zwłoki prowadzi postępowanie, czy jest bezstronny, czy ujawnił wszystkie okoliczności rodzące wątpliwości co do jego niezależności, czy nie ujawnia informacji poufnych osobom trzecim, itd.). Podkreślano także, że może chodzić o różnego rodzaju odpowiedzialność: z jednej strony odszkodowawczą, a z drugiej organizacyjno-dyscyplinującą. Arbitrzy mogą też ponosić odpowiedzialność ze swojego wynagrodzenia (czy to cywilną czy organizacyjną jako sankcję za wadliwe prowadzenie postępowania). Choć istota zagadnienia dotyczy zwłaszcza kwestii odpowiedzialności odszkodowawczej i to do niej odnosiła się przede wszystkim dyskusja, warto pamiętać, że istotne znaczenie mają także instrumenty dyscyplinowania arbitrów, którymi dysponować mogą choćby stałe sądy arbitrażowe. Przykładowo, zgodnie z §39 ust. 2 Regulaminu Sądu Arbitrażowego Lewiatan: „Jeżeli termin na wydanie wyroku nie został dotrzymany [standardowy – zgodnie z §39 ust. 1 –to 6 miesięcy] z przyczyn, za które odpowiedzialność ponosi Zespół Orzekający lub niektórzy arbitrzy wchodzący w skład Zespołu Orzekającego, okoliczność ta może mieć wpływ na wysokość wynagrodzenia arbitrów.”

Ważnym pytaniem jakie zadawali sobie dyskutanci dotyczy fundamentalnej kwestii – na ile surowa odpowiedzialność arbitrów sprzyja rozwojowi arbitrażu, wzmacnianiu niezależności arbitrów i jakości orzecznictwa arbitrażowego oraz zwiększa zaufanie do tej formy rozstrzygania sporów, a na ile realizacji tych celów toruje raczej drogę przyznanie arbitrom silnego immunitetu w zakresie ich działalności orzeczniczej. Czy arbitrzy są bardziej motywowani do dobrej pracy przez groźbę odpowiedzialności odszkodowawczej czy też raczej prowadzi ona do paraliżu decyzyjnego, ponieważ arbitrzy będą skłonni podejmować raczej działania asekuracyjne niż zmierzać do szybkiego i zdecydowanego rozstrzygnięcia sporu? Co z budowaniem zaufania do arbitrażu – czy wspiera je raczej immunitet orzeczniczy jakim cieszą się sędziowie państwowi czy też dla budowania renomy arbitrażu jako bezstronnej, efektywnej i sprawiedliwej metody rozstrzygania sporów konieczny jest właśnie czytelny sygnał, że arbitrzy mogą ponosić odpowiedzialność? Arbitrzy z jednej bowiem strony świadczą usługi za wynagrodzeniem, ale z drugiej wymierzają sprawiedliwość – choć na podstawie kompetencji powierzonych im przez strony. Wśród licznych argumentów wskazano także na istniejącą w kodeksie postępowania cywilnego cząstkową regulację odpowiedzialności arbitrów, która znalazła się w art. 1175 k.p.c. Zgodnie z tym przepisem arbiter może odpowiadać odszkodowawczo za ustąpienie bez ważnych powodów.

Często podnoszonym argumentem podnoszonym na rzecz wyłączenia odpowiedzialności arbitrów jest analogia do immunitetu sędziowskiego. Mec. Ciemiński wskazał jednak na orzecznictwo SN, z którego wynika, że kwestia ta nie jest jednak oczywista. W wyroku z 27 września 2012 r. (III CZP 48/12) SN stwierdził bowiem, że „sędziowie nie korzystają z immunitetu w sprawach cywilnych i żaden przepis nie wyłącza ich cywilnej odpowiedzialności deliktowej wobec poszkodowanego za szkody wyrządzone niezgodnym z prawem działaniem i zaniechaniem przy wykonywaniu władzy sądowniczej oraz przez wydanie niezgodnego z prawem orzeczenia.” Fakt bowiem, że: „za takie szkody ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa, nie wyłącza osobistej odpowiedzialności sędziego na podstawie art. 415 k.c., który odpowiada wówczas solidarnie ze Skarbem Państwa”. Pogląd ten SN powtórzył w wyroku z dnia 4 kwietnia 2014 r. (II CSK 407/13). Wyłom uczyniony w immunitecie sędziego przez wspomniane wyroki SN nie wydaje się jednak tak istotny jak mogłoby się wydawać. Pierwsze z orzeczeń w ogóle wszakże nie dotyczy odpowiedzialności sędziów, a jedynie członków komisji dyscyplinarnej uczelni wyższej. Pogląd o braku immunitetu sędziego był zatem wypowiedziany niejako przy okazji. Z kolei orzeczenie z 2014 r. dotyczyło szczególnego przypadku naruszenia dóbr osobistych podsądnego poprzez ujawnienie przez sędziego informacji o jego zdrowiu. Choć SN nie wyklucza możliwości odpowiedzialności sędziego za takie naruszenia to w zaistniałym stanie faktycznym przyjął on ostatecznie, że nie miało to miejsca. Wydaje się zatem, że nadal analogia z ograniczoną odpowiedzialnością sędziego za działalność orzeczniczą nie jest pozbawiona racji w ramach dyskusji o odpowiedzialności arbitra.

W zasadzie nie ma wątpliwości co do tego, że arbitrzy powinni ponosić odpowiedzialność cywilną za szkody wyrządzone z winy umyślnej. Istnieje zresztą zgoda, że zastosowanie (niezależnie od oceny charakteru stosunku prawnego między stronami i arbitrami – tzw. receptum arbitrii) znajduje tu art. 473§2 k.c. i że w związku z tym nie można owej odpowiedzialności uchylić wolą stron. W pozostałym jednak zakresie, strony mogą swobodnie kształtować odpowiedzialność arbitrów, a żaden przepis kwestii tej nie reguluje. Regułę nieodpowiedzialności arbitrów z wyłączeniem przypadku winy umyślnej przyjmują Regulamin Sądu Arbitrażowego Lewiatan i Sądu Arbitrażowego przy KIG.

Warto również wskazać, że propozycja wprowadzenia do przepisów k.p.c. immunitetu arbitra znalazła się w Białej Księdze (Biała Księga. Propozycje zmian legislacyjnych mających na celu ulepszenie ram prawnych sądownictwa polubownego w Polsce. Red. B. Gessel-Kalinowska vel Kalisz, M. Zachariasiewicz. Warszawa 2014). Zaproponowano mianowicie wprowadzenie przepisu art. 11741 k.p.c., zgodnie z którym: „Arbiter nie odpowiada za szkodę wyrządzoną niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem zobowiązania z umowy o pełnienie funkcji arbitra, chyba że szkoda została wyrządzona umyślnie.” Byłoby to rozwiązanie wyjściowe, które strony i regulaminy arbitrażowe mogłoby modyfikować w granicach zakreślonych przez art. 473§2 k.c. (a więc miałoby charakter względnie wiążący). Proponowana regulacja nie dotyczy ewentualnej odpowiedzialności deliktowej arbitra.

Nie ulega zatem wątpliwości, że arbiter ponosi i powinien ponosić odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną umyślnie. Obejmuje to z pewnością przypadki przyjęcia łapówki od strony, czy zamierzone działania łamiące standardy bezstronności i równego traktowania stron. W przypadku pozostałych naruszeń (choćby bierności arbitra, nieujawnienia wszystkich okoliczności budzących wątpliwości co do niezależności, czy niedochowania wymogu poufności) sytuacja jest bardziej złożona, a wykazanie winy umyślnej może być niezwykle trudne. Sporne jest zatem czy arbiter nie powinien ponosić odpowiedzialności także w przypadku winy nieumyślnej, w szczególności w przypadku jej najdalej idącej postaci - rażącego niedbalstwa. Choć nie jest łatwo precyzyjnie oddzielić przypadki rażącego niedbalstwa od „zwykłego” braku staranności, w moim przekonaniu to właśnie rażące niedbalstwo stanowi granicę, od której arbiter powinien ponosić odpowiedzialność. Innymi słowy, arbiter powinien korzystać z immunitetu w wykonywaniu swych funkcji do granicy rażącego niedbalstwa – przynajmniej w ramach ustawowego wzorca, który mógłby być modyfikowany wolą stron. Faktem jest jednak, że takie ukształtowanie modelu odpowiedzialności naraża arbitrów na ryzyko nieuzasadnionych powództw, w których strony niezadowolone z wyniku arbitrażu strony będą próbowały wykazywać, że rozmaite drobne uchybienia, czy nawet szczegółowe działania i decyzje arbitra stanowią przypadki rażącego niedbalstwa. Na sądach spoczywała będzie wtedy trudność oceny okoliczności danego przypadku i odróżnienie rażącego niedbalstwa od zwykłych przypadków winy nieumyślnej.

Wydaje się jednocześnie, że o standardach winy uzasadniających odpowiedzialność arbitra możemy sensownie mówić jedynie w odniesieniu do odpowiedzialności za prowadzenie postepowania i związane z tym działania (np. w razie bezczynności, czy niewykonywania obowiązków arbitra, bądź za ujawnienie informacji poufnych, a także za brak bezstronności czy przyjęcie łapówki). W odniesieniu do odpowiedzialności za wyrok, trudno, jak się wydaje, w ogóle mówić o stopniach winy arbitra. Na czoło wysuwa się tu raczej przesłanka bezprawności. Prof. Andrzej Wiśniewski zasugerował (jak można rozumieć) w trakcie spotkania, że arbiter mógłby ponosić odpowiedzialność za rażące naruszenie prawa, bez odniesienia się do winy, która w tym kontekście byłaby mało operatywną przesłanką. O odpowiedzialności arbitra za rażące naruszenie prawa nie można jednak, jak sądzę, sensownie mówić jeżeli wyrok ostanie się po kontroli przeprowadzonej w ramach postępowania ze skargi o uchylenie wyroku arbitrażowego. Innymi słowy, jeśli brak jest przesłanek do uchylenia wyroku arbitrażowego (a te – podkreślmy – są wąsko zakrojone) to nie sposób mówić o odpowiedzialności arbitra za wyrok. Wyrok ten funkcjonuje bowiem w obrocie prawnym, ponieważ przez sądy powszechne został oceniony jako pozbawiony dyskwalifikujących go wad.
2015-11-26 17:21
0