Opinions

Court of Arbitration at the Confederation of Lewiatan - modern institution serving entrepreneurs and quick resolution of commercial disputes
lewiatanadmin@sadarbitrazowy.org.pl
Utarł się w naszym kraju niefortunny pogląd wsparty wyrokiem SN z 18 lutego 2005 r., V CK 467/04, a także wcześniejszym orzeczeniem z 26 sierpnia 1974 r., III CRN 171/74, że wniesienie pozwu przed sąd arbitrażowy w braku skutecznego zapisu na sąd polubowny nie przerywa biegu terminu przedawnienia. Zgodnie z tym poglądem, jeżeli wierzyciel, mając mniej lub bardziej zasadne przekonanie o istniejącym skutecznym zapisie na sąd polubowny, wniesie pozew przed sąd arbitrażowy, który ostatecznie (czasem po paru latach) okaże się jednak niewłaściwy do rozstrzygania sporu, to jego działanie nie może być traktowane jako przerwanie biegu terminu przedawnienia. Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego z 18 lutego 2005 r. zostało w dużej mierze bezkrytycznie przyjęte przez doktrynę. Ponadto, wielu autorów, powołując się na zasadę symetrii, przyjmuje, że także w odwrotnej sytuacji, tj. w razie wniesienia pozwu przed sąd powszechny mimo istnienia ważnego zapisu na sąd polubowny, nie następuje skuteczne przerwanie biegu terminu przedawnienia.

Przypomnijmy, że zgodnie z art. 123 § 1 pkt 1 k.c. bieg przedawnienia przerywa się przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia.

Odmowa wierzycielowi prawa do dochodzenia przysługujących mu roszczeń na skutek nieuznania podjętych przez niego nieskutecznych czynności procesowych za przerwanie biegu terminu przedawnienia uzasadniania jest kilkoma argumentami. Wskazuje na nie między innymi SN w wyroku z 18 lutego 2005 r. Sąd Najwyższy, odwołując się do literalnej wykładni art. 123 k.c. § 1 pkt 1 k.c., podnosi, że w przepisie tym odróżniono rolę sądów polubownych i powszechnych. O ile odwołanie do sądów powszechnych dotyczy wszystkich potencjalnych sądów powołanych do rozpoznawania spraw danego rodzaju, o tyle wskazanie na sądy polubowne dotyczy jedynie takiego przypadku, gdy konkretny sąd polubowny powołany został do rozstrzygnięcia sporu wolą stron. Ponadto, zdaniem SN trzeba przeciwdziałać możliwości przerwania przedawnienia na skutek „pozorowanych ruchów wierzyciela” (w domyśle: „zamarkowania” postępowania arbitrażowego na podstawie nieistniejącej klauzuli arbitrażowej). Wreszcie na poparcie omawianego stanowiska podnosi się konieczność ochrony dłużników, którzy mają prawo oczekiwać stabilizacji sytuacji prawnej na skutek przedawnienia roszczenia.

Inercja wykładni art. 123 § 1 pkt 1 k.c. w omawianym kierunku wydaje się mieć swe źródło w dwóch okolicznościach. Z jednej strony, zgodnie z tym przepisem, podjęcie czynności procesowych prowadzi do przerwania, a nie jedynie zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Ponieważ przerwanie rodzi daleko idące negatywne skutki dla dłużnika (termin biegnie na nowo), przyjmuje się restrykcyjną wykładnię art. 123 § 1 pkt 1 k.c., próbując ograniczyć przypadki, w których dochodzi do przerwania biegu przedawnienia. Z drugiej strony, wydaje się, że istota przyjmowanej wykładni art. 123 § 1 pkt 1 k.c. tkwi w jej całkowitym zawłaszczeniu przez założenia dogmatyki procesu cywilnego, z pomięciem celów materialnoprawnej regulacji wyrażonej w tym przepisie. Przyjmuje się bowiem, że aby czynność procesowa mogła przerwać bieg terminu przedawnienia w rozumieniu art. 123 § 1 pkt 1 k.c., to musi być ona skuteczna z punktu widzenia przepisów prawa procesowego, oraz że powinna zostać dokonana przed organem właściwym do rozstrzygnięcia danej sprawy.

Naszym zdaniem, dominujące stanowisko odmawiające wierzycielowi przerwania biegu terminu przedawnienia w omawianych sytuacjach należy uznać za niewłaściwe. Jest ono nie do pogodzenia z potrzebą ochrony materialnoprawnych uprawnień wierzyciela. Odmowa przerwania biegu terminu przedawnienia w sytuacjach, w których wierzyciel podejmuje rzeczywiste wysiłki w celu realizacji swych roszczeń (nawet jeżeli okażą się one nieskuteczne) stanowi naruszenie elementarnych zasad słuszności, które powinien chronić system prawny. Nie można przy tym ignorować faktu, że przedawnienie – w polskiej tradycji prawnej – jest instytucją materialnego prawa cywilnego, nie zaś prawa procesowego. Jak pisała Maria Jędrzejewska (M. Jędrzejewska, Wpływ czynności procesowych na bieg przedawnienia, Warszawa 1984) to w prawie materialnym: „szukać należy zawsze odpowiedzi na pytanie, czy pozew wniesiony przy braku przesłanek procesowych może przerwać bieg przedawnienia dochodzonych lub ustalonych w nim roszczeń”.

Istnieje kilka ważnych powodów, dla których w naszej ocenie nie powinno się pozbawiać wierzyciela roszczeń w sytuacjach, w których wniósł on pozew przed niewłaściwe forum (tj. przed sąd arbitrażowy w braku zapisu lub przed sąd powszechny, gdy okazało się, że istnieje ważny zapis na sąd polubowny). Pełnej analizy zagadnienia dokonujemy w artykule opublikowanym w Przeglądzie Sądowym 2015/4. W tym miejscu chcielibyśmy skrótowo przedstawić najistotniejsze argumenty, zachęcając jednocześnie czytelników do dyskusji.

Po pierwsze, należy podkreślić, że u podstaw regulacji art. 123 § 1 pkt 1 k.c. leży założenie, że na przerwanie biegu przedawnienia zasługuje wierzyciel, który podjął realne wysiłki bezpośrednio w celu dochodzenia roszczeń od dłużnika. Dwa elementy wydają się tu istotne: z jednej strony rzeczywisty zamiar dochodzenia roszczeń po stronie wierzyciela, oraz z drugiej, realne kroki, które wierzyciel podejmuje w tym celu przed organami orzeczniczymi. W przypadku wniesienia powództwa przed sąd polubowny, którego właściwość została na późniejszym etapie zakwestionowana przez sąd powszechny trudno jest wątpić w istnienie u wierzyciela rzeczywistego zamiaru dochodzenia roszczenia. Świadczy o tym nie tyle sam fakt wniesienia pozwu do sądu polubownego, ale przede wszystkim okoliczność opłacenia kosztów postępowania arbitrażowego oraz uczestniczenia w długim niekiedy postępowaniu arbitrażowym oraz w postępowaniu post-arbitrażowym.

Po drugie, odmowa przerwania biegu terminu przedawnienia w przypadku wniesienia pozwu przed niewłaściwe forum stoi w rażącej dysproporcji w stosunku do sposobu w jaki traktuje się w Polsce zawezwanie do próby ugodowej. Według dominującego stanowiska zawezwanie do próby ugodowej skutecznie przerywa bieg przedawnienia. Powszechne jednak wiadomo, że w praktyce zawezwanie z reguły nie jest dokonywane w celu rzeczywistego dochodzenia roszczeń, ale wyłącznie w celu przerwania przedawnienia. Trudno o uzasadnienie dla tak krzywdzącej dysproporcji w traktowaniu działań podejmowanych przez wierzyciela. Z pewnością przecież wierzyciel, który skierował pozew do sądu arbitrażowego, wniósł opłatę arbitrażową, a potem jeszcze kontynuował spór przed sądem powszechnym, w dużo większym stopniu przejawia zamiar dochodzenia roszczeń niż ten który jedynie zawezwał do próby ugodowej. To ten pierwszy zasługuje zatem przede wszystkim na ochronę.

Po trzecie, nieuzasadnione wydaje się deprecjonowanie przez Sąd Najwyższy działań podejmowanych przez wierzyciela przed sądami polubownymi. Sąd Najwyższy, we wspomnianym wyroku z 18 lutego 2005 r. stwierdza bowiem, że „organ powołany do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju” w rozumieniu art. 123§1 pkt. 1) k.c. to wyłącznie sąd powszechny. Natomiast przed sądem polubownym można przerwać bieg terminu przedawnienia wyłącznie na skutek wniesienia pozwu przed sąd właściwy in concreto. Ustawodawca, stwarzając możliwość kierowania sporów do rozstrzygnięcia przez arbitrów, nadaje jednak sądownictwu polubownemu rangę prywatnych organów orzeczniczych. Ich hipotetyczna właściwość powinna być zatem wystarczająca, aby uznać, że są to organy powołane do „rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju” w rozumieniu art. 123§1 pkt. 1) k.c.

Po czwarte, istnienie ważnego i skutecznego zapisu na sąd polubowny może być w danych okolicznościach obiektywnie problematyczne. Mamy tu przecież często do czynienia ze złożonymi zagadnieniami, w tym w obrocie międzynarodowym. Mnóstwo kwestii wywołuje spory (np. zagadnienie formy czy sposobu sporządzenia zapisu, jego zakresu przedmiotowego i podmiotowego, zdatność arbitrażowa, itd.) a w sytuacjach transgranicznych może istnieć niepewność co do prawa właściwego, co dodatkowo utrudnia ocenę umowy o arbitraż. Orzecznictwo Sądu Najwyższego nie zawsze jest tu pomocne. Dynamiczny rozwój arbitrażu w naszym kraju powoduje, że przewidywalność rozstrzygnięć w tym obszarze nie jest najlepsza. Trudno od wierzyciela wymagać aby ze stuprocentową pewnością mógł przewidzieć ostateczne rozstrzygnięcie sądu w przedmiocie ustalenia czy mamy do czynienia z ważną i skuteczną umową o arbitraż.

Po piąte, powszechnie wiadomo, że spory w przedmiocie właściwości sądu polubownego mogą trwać bardzo długo, ponieważ decyzja sądu arbitrażowego w tym przedmiocie może być kontrolowana w wieloinstancyjnym postępowaniu post-arbitrażowym przed sądami powszechnymi. Trudno przewlekłością sądów obarczać wierzyciela. Jeśli toczące się przed sądami powszechnymi postępowanie post-arbitrażowe trwa ponadprzeciętnie długo, to system wymiaru sprawiedliwości staje się de facto współodpowiedzialny za utratę przez wierzyciela jego roszczeń.

Po szóste, przyjęcie obecnie akceptowanego stanowiska w kwestii przedawnienia oznacza, że wierzyciel w sytuacji wątpliwej, w której nie ma pewności, czy dany spór podlega właściwości sądu arbitrażowego, staje przed absurdalną koniecznością wytaczania dwóch powództw przed różnymi sądami (państwowym i arbitrażowym). W każdym z sądów powinien dla bezpieczeństwa podnosić stanowisko sprzeczne z podnoszonym w drugim postępowaniu. Zmuszanie wierzyciela do takiego działania wydaje się sprzeczne z poczuciem rozsądku.

Po siódme wreszcie, warto zauważyć, że instrumenty prawa jednolitego, takie jak konwencja o przedawnieniu w międzynarodowej sprzedaży towarów z 1974 r., Draft Common Frame of Reference, Zasady Europejskiego Prawa Umów (PECL), czy Reguły Międzynarodowych Umów Handlowych UNIDROIT zawierają regulacje, które chronią wierzyciela w omawianego typu sytuacjach. Wszystkie one przewidują rozwiązania mające na celu ochronę praw wierzyciela w sytuacji, w której podjęte przez niego kroki procesowe zmierzające do dochodzenia roszczeń nie doprowadzą do merytorycznego zakończenia sporu. Można jednak zauważyć, że akty te odchodzą jednocześnie od radykalnego w takich sytuacjach przerwania biegu terminu przedawnienia, wprowadzając w to miejsce zawieszenie lub instytucję o podobnych do zawieszenia skutkach.

Podsumowując, de lege ferenda, należy rekomendować zmianę kodeksu cywilnego przez zastąpienie przerwania biegu przedawnienia jego zawieszeniem bądź też zawieszeniem z przyznaniem wierzycielowi określonego (nienadmiernie długiego) czasu na dochodzenie roszczeń w sytuacji, w której pierwsze postępowanie nie zakończyło się merytorycznym rozstrzygnięciem. Zlikwiduje to potrzebę restrykcyjnego wykładania art. 123 §1 pkt. 1) k.c. Umożliwi łatwiejsze przyjęcie, że także skierowanie pozwu przed niewłaściwe forum (arbitrażowe lub państwowe) zawiesza bieg terminu przedawnienia.

De lege lata pozostaje jednakże wybór pomiędzy przyjęciem przerwania biegu terminu przedawnienia lub jego brakiem w sytuacji, w której czynność procesowa nie doprowadziła do skutków zamierzonych przez wierzyciela. W naszej opinii, rozwój orzecznictwa i doktryny dotyczących wykładni art. 123 § 1 pkt 1 k.c. przybrał niefortunny obrót. Pochłonięcie regulacji materialnoprawnej przez analizę skuteczności czynności procesowej doprowadziło do faworyzowania interesów dłużnika kosztem uprawnień wierzyciela. Sądzimy, że należy raczej przyjąć, iż bieg terminu przedawnienia przerywa także skierowanie pozwu przed niewłaściwe forum (tj. w sytuacji, w której na określonym etapie dalszego postępowania okazuje się, że wierzyciel skierował pozew do niewłaściwego sądu: arbitrażowego lub powszechnego).

Przedstawione zagadnienie ma doniosłe znaczenie dla praktyki. Problem przedawnienia roszczeń w przypadku wadliwego (jak się ex post okazuje) skierowania pozwu spędza sen z powiek wielu praktyków reprezentujących wierzycieli dochodzących swych roszczeń. Jesteśmy ciekawi Państwa zdania na omawiany temat. Zachęcamy do dyskusji.

dr Maciej Zachariasiewicz i dr Jacek Zrałek
2015-05-19 10:39
1